A A A

W ZIMOWY RANEK

 

 

 

W ZIMOWY RANEK.

I.

W zimowy ranek ubielony,
polnej drodze ściętej mrozem,
Od stert na wzgórku ku stodołom
Wóz drabiniasty mknie za wozem.
Sprzątnięte latem chlebne snopy,
Długo zdobiły rodne niwy,
Aż je rozkazał w czas przednowku
Zwozić gospodarz zabiegliwy.
Turkoczą wozy, dudni ziemia,
Od gumien słychać echo maszyn...
Przy polnej drodze mrozem ściętej
W przelocie ćwierka rzesza ptaszyn!
Szare wróbelki i śmieciuszki,
Gromadka sikor z szyjką czarną,
Na uroniony kłos czyhają,
Na wykruszone z kłosa ziarno.
Ćwierkają ptaki szaropióre,
Witając pieśnią wóz za wozem,
Trzepoczą w skrzydła, dziobki ostrzą
Na grudkach ziemi ściętych mrozem

II.

W zimowy ranek mglistym świtem,
Co lśni od wschodu jak ogarek.
Po miejskim bruku dudni głucho
Ładownych w ciężar rząd węglarek.
Z dworca kolei, przedmieściami,
Toczą się ciężko czarne skrzynie...
Na okół cisza — tylko turkot
Oślizgłym brukiem w miasto płynie.
Miasto śpi jeszcze w takiej porze —
A jednak słychać ludzkie głosy.,.
Za węglarkami tłum półnagi,
W podartych szmatach, prawie bosy...
Idzie za wozem pochylony,
Niosąc koszyki w drżącej dłoni,
Czasami bruku ręką chwyta,
I znów węglarek turkot goni!
Czasem głośniejszy szept przeleci —
Dziękczyniłem echem, drogą czarną.
To bieda zbiera grudki węgla
Jak ono ptactwo polne — ziarno!